Przejdź do głównej zawartości

Jak przetrwać przedszkole i nie zwariować?Cz.3 Prosto ze schodów

Zastanawiam się jak zacząć dzisiejszy wpis. Powiedzieć wprost czy zawoalować? Zawód nauczyciela należy do grupy trudnych. Nie ma wątpliwości. Dzieci, rodzice,przełożeni. Ciągle jest się pod ostrzałem tych, którzy wiedzą lepiej jak uczyć i wychowywać. Dlatego dzisiejsze zdarzenie traktuję nie jako powód do krytyki, ale raczej lekcję dla mnie. Lekcję na temat tego, że nie tylko w sytuacji dydaktycznej, ale również na co dzień w autobusie, tramwaju, sklepie musimy być wrażliwi na reakcję osób, do których kierujemy komunikat ale i zważać na otoczenie, które staje się uczestnikiem naszej wymiany zdań. Taka oto scenka wzbudziła we mnie refleksję na temat kontekstu i odpowiedniego doboru formy komunikacji.godz. 15.00 jeden z ojców odbiera dziecko z przedszkola. Pani sprowadza dziewczynkę do półpiętra i z wysokości kolejnych 12 stopni odpowiada na klasyczne pytanie ojca czy dziecko było grzeczne.

- Tak była grzeczna, ale zsikała się.

Na dźwięk tych słów dziewczynka schodząca po schodach kurczy się a ojciec blednie i czerwienieje.
Rodzice znajdujący się wokół, uciekają wzrokiem i jeszcze staranniej studiują treści na ekranach swoich komórek. Budowanie komunikatów i dobieranie do niego odpowiedniego momentu i sposobu rozmawiania jest ważny, ba kluczowy.

Popularne posty z tego bloga

Magia ars

W nauczaniu najpiękniejsze jest obcowanie intelektualne z uczniem.Patrzenie jak się rozwija, robi postępy, staje się innym człowiekiem. Przedwczoraj miałam to szczęście prowadzić zajęcia dla słuchaczy, w gronie których było sporo moich seminarzystów i studentów, obecnych i byłych. To fascynujące. Dorośli ludzie cieszący się na swój widok, czerpiący radość z faktu, że dwie godziny rozmawiają o konfliktach i dialogu, to niezmiernie budujący widok. A przecież mieli za sobą cały dzień pracy, na dworze był nieznośny upał, a oni przyszli. Nie po to by przyjść tylko, lub by dostać certyfikat. Przyszli bo połączyła iść ciekawość intelektualna. I kto powiedział, że ludzie nie chcą się uczyć, że szukają tylko okazji by iść na skróty. Dzięki takim uczniom nauczanie staje się sztuką, magicznym spotkaniem, podczas którego odkrywamy nowe twarze naszych uczniów i dostajemy informację, że warto, warto być nauczycielem. Bo jednak komuś i czemuś nasz zapał jest potrzebny, bo jednak nasze słowa nie ...
 Chwilo trwaj Tak sobie (czasami) myślę i pytam się sama siebie: czy po 30 latach w zawodzie nauczyciela można jeszcze coś z siebie dać innym? Czy jeszcze jest komuś potrzebne nasze doświadczenie, zapał i wiara w sens tego co robimy? Otóż odpowiedź przyszła dzisiaj. Moja studentka, która skończyła studia rok temu, napisała do mnie list. To był ciepły i życzliwy list. Tradycyjny list, w kopercie, nie email. Ponoć moje zaangażowanie, uśmiech, pozytywne nastawienie do studentów miało wpływ na jej losy. Dobrze jest zmieniać ludzkie życie dając innym siłę do stawania się lepszą wersją siebie. Dobrze jest znów poczuć, że jest moc do robienia tego, co się kocha.