Przejdź do głównej zawartości

Czy moi studenci mnie denerwują?

Na ostatnim dyżurze, podczas którego drzwi się nie zamykały, jeden ze studentów postawił mi jasne pytanie: Czy studenci potrafią Panią zdenerwować? Przy tak postawionym pytaniu odpowiedź powinna być klarowna: tak lub nie. Tymczasem to pytanie nie może zadowolić się  kwestionariuszową odpowiedzią. Z zasady podczas zajęć trudno jest mnie wyprowadzić z równowagi. Chociaż ten i ów czasami dokłada wszelkich starań, by to uczynić. 
Dobrego samopoczucia na pewno pozbawiają mnie osoby spóźniające się na zajęcia. Przeważnie są to te same osoby, za nic mające wszelkie ustalenia, prośby i porzucające przed progiem uczelni instynkt samozachowawczy. I żeby jeszcze weszły bezszelestnie. Zajęły najbliższe miejsce, tuż obok wejścia. Ale nie. Wędrują przez całą aulę, obijają się o krzesła innych, szeleszczą reklamówkami. 
Druga kategoria studentów, budząca we mnie najgorsze instynkty, rekrutuje się z grupy posiadaczy telefonów komórkowych i nie mogących się bez nich obejść podczas wykładów.Siadają z tyłu i poza komórką nie mają nic.Nawet długopisu i skrawka papieru. Na szczęście jest ich niewielu.













Popularne posty z tego bloga

Magia ars

W nauczaniu najpiękniejsze jest obcowanie intelektualne z uczniem.Patrzenie jak się rozwija, robi postępy, staje się innym człowiekiem. Przedwczoraj miałam to szczęście prowadzić zajęcia dla słuchaczy, w gronie których było sporo moich seminarzystów i studentów, obecnych i byłych. To fascynujące. Dorośli ludzie cieszący się na swój widok, czerpiący radość z faktu, że dwie godziny rozmawiają o konfliktach i dialogu, to niezmiernie budujący widok. A przecież mieli za sobą cały dzień pracy, na dworze był nieznośny upał, a oni przyszli. Nie po to by przyjść tylko, lub by dostać certyfikat. Przyszli bo połączyła iść ciekawość intelektualna. I kto powiedział, że ludzie nie chcą się uczyć, że szukają tylko okazji by iść na skróty. Dzięki takim uczniom nauczanie staje się sztuką, magicznym spotkaniem, podczas którego odkrywamy nowe twarze naszych uczniów i dostajemy informację, że warto, warto być nauczycielem. Bo jednak komuś i czemuś nasz zapał jest potrzebny, bo jednak nasze słowa nie ...
 Chwilo trwaj Tak sobie (czasami) myślę i pytam się sama siebie: czy po 30 latach w zawodzie nauczyciela można jeszcze coś z siebie dać innym? Czy jeszcze jest komuś potrzebne nasze doświadczenie, zapał i wiara w sens tego co robimy? Otóż odpowiedź przyszła dzisiaj. Moja studentka, która skończyła studia rok temu, napisała do mnie list. To był ciepły i życzliwy list. Tradycyjny list, w kopercie, nie email. Ponoć moje zaangażowanie, uśmiech, pozytywne nastawienie do studentów miało wpływ na jej losy. Dobrze jest zmieniać ludzkie życie dając innym siłę do stawania się lepszą wersją siebie. Dobrze jest znów poczuć, że jest moc do robienia tego, co się kocha.